Teściu przypomniał sobie, że u znajomego stał Opel Monterey od dłuższego czasu nieużywany. Jeden telefon i pomknęliśmy na wieś go obejrzeć. Po lekturze na forum miałem nadzieję że trafimy na 3.1, okazało się że jest to jednak 3.0.
Właściciel opowiedział nam jego historię. Sprowadził go sam z Niemiec z nadzieją na bezawaryjne użytkowanie. „Solidny” silnik zaczął szwankować po roku. Montek trafił najpierw do Bydgoszczy, niedługo potem do Wrocławia. Po władowaniu ponad 10k (m.in. wymiana pompowtrysków, regeneracja turbiny) znów pięknie gadał…przez kilka miesięcy. To przeważyło i tak sobie stał nieużywany ponad 2 lata.
Po krótkiej negocjacji był mój.
Nie udało się go uruchomić więc poszedł na hol. 3.0td w Mietku bez problemu dawało sobie radę ale jeszcze raz spróbowaliśmy odpalić Montka – odpalił, przez jakieś 20km byłem wniebowzięty, niestety silnik stanął. Znów na holu dotarlaliśmy się pod warsztat.
Pękło 0.7 na rozmyślaniu co dalej. Jednogłośnie stwierdziliśmy że wymieniamy silnik

Marzeniem był 147konny 3.0td z 124 (niestety miska z przodu i długość na to nie pozwoliły). Trochę szukania i znalazł się dawca. VW LT 2.4D. Sąsiad miał zgnitego LTka z wyremontowanym silnikiem.
I zaczęło się. Wyjęcie 3.0 wraz ze skrzynią, flansza i spasowanie wszystkiego razem poza budą:
i pierwsza przymiarka.